Piotr Krzyżowski: Mój 2025 rok w górach
10 ośmiotysięczników. Solo. Bez tlenu
czwartek, 05 marca 2026, 19:00
miejsce: Cavatina Hall
, ul. Dworkowa 2, 43-300 Bielsko-Biała
telefon:
790 551 588
email:
kasy@cavatinahall.pl
strona:
https://cavatinahall.pl/
Zakup biletów: KUP BILET
Spotkanie z człowiekiem, który nie tylko zdobywa najwyższe góry świata, ale potrafi o nich szczerze opowiadać. Projekcja filmu Wanda Rutkiewicz. Ostatnia wyprawa w reżyserii Elizy Kubarskiej.
Rok 2025 był dla Piotra Krzyżowskiego jednym z najbardziej intensywnych i przełomowych sezonów w jego górskiej karierze. Po raz pierwszy zaplanował dwie pełnoprawne wyprawy wysokogórskie w jednym roku, mierząc się z celami, które nawet wśród doświadczonych himalaistów uchodzą za skrajnie ryzykowne.
Podczas premierowej prelekcji w Cavatina Hall Piotr Krzyżowski opowie o swoich samotnych wyprawach w Himalaje, o decyzjach podejmowanych w strefie śmierci, o granicach bezpieczeństwa i o momentach, w których odwrót okazał się największym zwycięstwem.
Wiosną 2025 roku jego głównym celem było Makalu, jeden z najtrudniejszych ośmiotysięczników świata. Równolegle w cieniu planów pozostawała Annapurna, góra o przerażających statystykach śmiertelności. Proces aklimatyzacji Piotr zrealizował samotnie na siedmiotysięczniku Himlung Himal (7126 m n.p.m.), wspinanym w warunkach całkowitej izolacji. Próba wejścia na Annapurnę zakończyła się świadomą decyzją o wycofaniu z wysokości około 7000 m n.p.m. – po nocy spędzonej pod lawinowym serakiem. To doświadczenie stało się jedną z najbardziej poruszających lekcji całego sezonu.
Kilka tygodni później, 10 maja 2025 roku, po wielu godzinach samotnej wspinaczki, Piotr Krzyżowski stanął na szczycie Makalu (8485 m n.p.m.), zdobywając swój ósmy ośmiotysięcznik.
Jesienna wyprawa była zupełnie inna. Bez zapowiedzi medialnych, bez presji sponsorów, bez komunikowania celów. Miała być osobistym testem wydolności i odporności psychicznej. Celem było wejście na dwa ośmiotysięczniki w niecały miesiąc.
Najpierw Manaslu – zdobyte w 15. dniu od dotarcia do bazy. A zaledwie 6 dni później Dhaulagiri – samotne, długie wejście w trudnych warunkach pogodowych, po zmroku, bez możliwości jakiejkolwiek pomocy. Zejście w whiteoucie, walka z czasem i własnym zmęczeniem, błądzący lokalizator pokazujący godziny spędzone na grani – to wszystko składa się na jedną z najmocniejszych historii sezonu.